Upadłam, wstałam i…idę dalej

Walczyłam, próbowałam odnaleźć w sobie pokłady sił, chciałam myśleć pozytywnie i…żyć jak zdrowy człowiek.

Nie udało się…Kolejna porażka…Po półrocznej przerwie postanowiłam zapisać się na wizytę u mojej pani psycholog. Była to decyzja przemyślana, chociaż oznaczała jednocześnie, że nie do końca potrafię zarządzać swoim życiem…Że czasami to życie zarządza mną…

Jesień, zima spowodowały, że mój nastrój uległ pogorszeniu. Mniej wychodziłam z domu, żyłam w strefie komfortu. A to niestety nie prowadziło do niczego dobrego…Smutek, płacz, początki depresji? Eh…Życie zatoczyło magiczne koło, a ja znalazłam się w punkcie wyjścia…

Musiałam zdecydować się na wizytę u psychologa. Czułam wewnętrznie, że sama nie odważę się pójść do przodu i będę siedzieć w domu do wiosny…A to oznaczałoby, że pogrążam się coraz bardziej…

Życie ucieka Pani przez palce – te słowa usłyszałam od psychologa. Zabolało? Owszem…Oznaczały, że nadal boję się opuścić swoją strefę komfortu. Tłumaczę się chorobą, niepełnosprawnością i wstydem…Obawiam się, że ktoś znowu powie mi niemiłe słowo dotyczące mojej choroby…Że znowu mnie to zaboli…Aż do serducha…

Upadłam, ale powoli podniosłam się…Kolejna wizyta za dwa tygodnie…

A.

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , | 15 komentarzy

Magiczna moc czerwonych serduszek…

Witajcie, jak doskonale wiecie od 24 lat walczę z reumatoidalnym zapaleniem stawów. Jako dziecko spędzałam większość czasu w szpitalach. Gdy dziś sięgam pamięcią do tamtych chwil przypominają mi się białe ściany szpitalnego oddziału, biel pościeli…Panujący wokół smutek dzieci, które były oddzielone od ciepłych ramion rodziców…

Dziś oddziały pediatryczne wyglądają inaczej…Są kolorowe i przyjazne dla najmłodszych pacjentów. A całość zwieńczona jest najnowocześniejszym sprzętem zakupionym przez Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy. Muszę przyznać, że postęp w medycynie dostrzegam na swoim przykładem. Na początku lat 90-tych w szpitalu nie wykonywano rezonansu magnetycznego lub tomografii…Dziś te metody diagnostyczne są na porządku dziennym. Rozwój medycyny jest widoczny, a zyskują na tym pacjenci.

Muszę przyznać, że choroba po części spowodowała, że mam w sobie potrzebę wsparcia akcji WOŚP. Wiem, że dzieci to niebywale kruchy istoty, które muszą niekiedy zmagać się z ciężkimi schorzeniami. Zasługują zatem, aby wracać do zdrowia w komfortowych warunkach…

Do pomagania WOŚP mam jeszcze jeden powód. Dwanaście lat temu mój siostrzeniec urodził się z wodonerczem w lewej nerce. Gdy miał półtora miesiąca musiał przejść operację…I jedno co dostrzec można było na oddziale na którym przebywał to sprzęty z naklejonymi małymi serduszkami. Aparaty usg, inkubatory…Cudowną akcją jest również przesiewowe badanie słuchu u każdego nowo narodzonego dziecka…Dzięki temu młode mamy mają pewność, że ich bobasy mają zdrowy słuch…

Dlatego wczoraj, podczas 25. finału WOŚP również dorzuciłam swoją cegiełkę dla dzieci. Wylicytowałam śliczną szkatułkę na biżuterię:-))

Bo w takich chwilach nie żałuje się ani grosza…

A.

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , | 25 komentarzy

Moje przemyślenia o pracy zdalnej…

Witajcie, dziś chciałam podzielić się z Wami swoimi przemyśleniami o pracy zdalnej. Temat ten nie jest mi obcy, ponieważ pracuje w domu już osiem lat. Ze względu na stan zdrowia nie byłam w stanie ubiegać się o pracę, gdzie musiałabym dojechać do siedziby firmy. Praca zdalna była dla mnie opcją idealną. Nie zostałam skazana na rentę, a dodatkowo moje aktualne zajęcia zawodowe okazały się interesujące.

Oczywiście nie jest tak, że praca zdalna to same zalety. Jednak w moim przypadku jest to rozwiązanie idealne, a może jedyna możliwość pracy. A jakie wady dostrzegam? Muszę, że brakuje mi kontaktu z osobami z pracy, zwykłej rozmowy. Praca zdalna to wykonywanie wszelkich czynności przed monitorem komputera, jedyny kontakt z firmą to wymiana maili. Zatem dla osoby pracującej w domu potrzebną cechą charakteru  jest ewidentnie systematyczność, dokładność, determinacja…Trzeba odnaleźć w sobie motywację do wykonywania obowiązków zawodowych nie mając nas sobą „spojrzenia” przełożonego;) Jakiś czas temu usłyszałam od koleżanki, że ona nie dałaby rady pracować w domu, ponieważ nie potrafiłaby skupić się, przeszkadzałoby jej, gdyby ktoś odwiedził jej dom. Oznaczałoby to oderwanie się od spraw zawodowych.

Praca w zaciszu czterech ścian swojego mieszkania jest zatem dla osób o określonych cechach charakteru. Trzeba potrafić oddzielić sprawy zawodowe od prywatnych mimo iż cały czas przebywamy w domu. Muszę przyznać,że moje cechy charakteru kształtowały się przez okres szkoły podstawowej oraz  liceum, gdy miałam nauczanie indywidualne w domu. Nie jestem przyzwyczajona do gwaru, do przebywania w pokoju z wieloma osobami. Jednak ta forma nauki szkolnej wykształciła we mnie również nawyk systematyczności. Wiele materiałów musiałam opracowywać samodzielnie, ponieważ miałam mniej godzin lekcyjnych niż moja klasa.

Podsumowując temat pracy zdalnej: gdyby zdrowie pozwoliłoby mi na pracę w siedzibie firmy zapewne zrezygnowałabym z pracy zdalnej. Jednak w obecnej sytuacji myślę, że możliwość kontynuowania pracy zawodowej w domu jest dla mnie jak gwiazdka z nieba. Trzeba docenić to co się dostało od losu…

Tylko czasami brakuje pogaduszek z koleżankami z pracy;-)

A.

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , | 41 komentarzy

Moje porażki i sukcesy w 2016 roku, czyli walczę dalej…

Witajcie, za oknem śnieżnie, mroźno. Humor poprawia gorąca herbata z cytryną. Niestety na minusowe temperatury nie najlepiej reagują moje stawy. Odczuwam ból dłoni…Aby normalnie funkcjonować musiałam wziąć tabletkę przeciwbólową. Jednak na chwilę obecną czuję, że mija już jej działanie i prawdopodobnie, aby przespać spokojnie noc będę musiała zażywać ponownie „cudowny” środek…Eh…Takie życie z RZS…

W dzisiejszym wpisie chciałam podsumować rok 2016…Czy jestem w pełni usatysfakcjonowana ze swoich działań? Czy decyzje, które podjęłam były właściwe i spowodowały, że uśmiech częściej gościł na mej twarzy?

Minusy: Niestety w minionym roku nadal roniłam łzy, gdy inne osoby zwracały uwagę na moją niepełnosprawność…Rezygnowałam ze spotkań ze znajomymi…Nie wychodziłam z domu…”Pielęgnowałam” swoją strefę komfortu…Moja frustracja rosła, a ja byłam nieszczęśliwa.

Plusy: Aby dokonać właściwego bilansu roku 2016 muszę oczywiście wyliczyć również sprawy, z których jestem dumna. Bo nawet, gdy RZS powodował ból i złość to ja potrafiłam się podnieść i walczyć dalej. Pierwszym pozytywem w moim życiu jest praca zawodowa. Realizuję się w niej i czuję, że jest to właśnie TO, co chcę w życiu wykonywać w przyszłości. Drugim pozytywem jest działalność w stowarzyszeniu, które pomaga osobom, które tak jak ja, zmagają się z chorobami reumatycznymi. Pomoc innym daje niesamowitego powera. Gdy bywa ciężko to wiem, że czasami ciepłe słowo może spowodować, że na twarzy drugiej osoby pojawi się uśmiech. Nie czujemy się wtedy sami, wiemy, że ktoś również zmaga się z chorobą i nas wysłucha…Trzecim pozytywem jest rozpoczęcie realizacji mojego wielkiego marzenia. Nie chcę jeszcze pisać co to jest;-) Nie chcę zapeszyć;-) Ale mam nadzieję, że wiosną będę szczęśliwa, a moje marzenie stanie się realne…Oby zima nie wydłużała się zbyt długo;)

Mam nadzieję, że rok 2017 przyniesie wiele plusów…A minusy będą zanikać…powoli, oddalając się ode mnie, daleko, coraz dalej…

A.

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , | 21 komentarzy

Nowy Rok, nowa Ja?…

Witajcie, kolejny rok minął niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, 365 dni 2016 roku nie zawsze były szczęśliwe, były upadki i łzy pojawiające się na twarzy. Jednak był również uśmiech, dni bez bólu stawów oraz satysfakcja z wykonywanej pracy.

W tym miejscu chciałabym bardzo podziękować Wam za obecność na moim blogu. To dzięki Waszym komentarzom miałam siłę do dalszej walki…Miłe słowa motywują do działania, do dalszej walki na ringu życia. Dlatego stwierdziłam: Nie oddam życia walkowerem! Będę walczyła…

W 2016 roku jeszcze wiele razy rezygnowałam z realizacji swoich planów, marzeń…Nie do końca miałam odwagę, aby żyć jak zdrowy człowiek. Wstydziłam się, choroby, swojego wyglądu. Jest to okropne uczucie, które paraliżuje mnie i nie pozwala pójść do przodu.

Walka ze wstydem, nieśmiałością. To moje najważniejsze postanowienie. Tak bardzo chciałabym, aby się ziściło. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że realizacja tego planu zależy tylko ode mnie. Nikt na siłę nie wyciągnie mnie z domu, nie zmusi do realizacji planów. Przecież to moje życie. Nikt go za mnie nie przeżyje…

W mej głowie pojawia się pytanie: jak pozbyć się nieśmiałości? Tak bardzo chciałabym być szczęśliwa…żyć, uśmiechać się, wychodzić z domu…

Trzymajcie kciuki za moje postanowienie. Tak wiele znaczące dla mnie, dla mojego życia…Bo Nowy Rok to nowa ja…

PS. Wam również chciałabym życzyć szczęścia, radości oraz, abyście cieszyli się każdą chwilą 2017 Roku. Nie liczy się wczoraj, liczy się tu i teraz. Bo właśnie TERAZ możemy realizować swoje marzenia:-)

A od jutra obiecuję poodwiedzać Wasze blogi:-))

A.

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , | 23 komentarzy

Cicha noc, święta noc…

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , | 11 komentarzy

W oczekiwaniu na wizytę Mikołaja…

Już za dwa dni Wigilia, cudowny czas, gdy zwalniamy tempo życia, spotykamy się w gronie rodzinnym, gdy zapominamy o problemach i dostrzegamy piękno życia. Magia świąt sprawia, że świat wydaje się piękniejszy i radośniejszy. Na tych parę chwil milkną waśnie polityków, spory wszelkich ekspertów telewizyjnych, a zewsząd słyszymy kolędy i wesołe „ho ho ho” św. Mikołaja…

Lubię ten czas…

Święta Bożego Narodzenia lubię jeszcze z jednego powodu. Uwielbiam kupować dla swoich najbliższych prezenty:) Wyszukiwanie propozycji świątecznych podarunków, a potem radość na twarzach obdarowanych osób sprawia, że pozytywna energia wędruje do mnie z podwójną mocą…

Oczywiście najwięcej czasu poświęcam na poszukiwania prezentów dla najmłodszej części rodziny:-) Moi siostrzeńcy pomimo, iż są już nastolatkami to nadal wyczekują na moment wręczania prezentów. W tym roku starszy siostrzeniec zostanie obdarowany grą komputerową, którą sobie wymarzył;) Natomiast młodszy siostrzeniec otrzyma zestaw klocków Lego. Jest „maniakiem” układania wszelkiego rodzaju klocków, więc mam nadzieję, że zakupiony przeze mnie zestaw przypadnie mu do gustu.

Swoim świątecznym zwyczajem uczyniłam również zakup prezentów dla córeczek moich przyjaciółek. Muszę przyznać, że miałam mały problem ze znalezieniem odpowiednich zabawek, bo współczesne dzieci wszystko już posiadają;-)

Jednak udało się! Dla starszej Z., rezolutnej trzylatki zakupiłam kasę fiskalną. Jako, że Z., jest aktualnie na etapie zabawy „w sklep” mam nadzieję, że prezent okaże się trafiony;-) Młodszej O., rocznej wesołej dziewczynce postanowiłam podarować lalkę. Cudną, szmacianą, mięciutką…Przypominającą mi moje dzieciństwo;-)

Wiara w św. Mikołaja tkwi w nas wszystkich. Nawet, gdy już od dawna nie jesteśmy dziećmi. Ta wiara powoduje, że stajemy się szczęśliwsi i radośniejsi…Mimo przeciwności losu, z którymi przyszło nam się mierzyć każdego dnia…

A.

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , | 8 komentarzy

Czy ja Cię zapraszałam do swego życia?…

Witaj RZS,

piszę do Ciebie kolejny raz. Nie wiem nawet czy pamiętasz moje poprzednie słowa. Zdania pełne bólu, smutku i skargi…Czemu pojawiłeś się w mym życiu? Wielokrotnie zadawałam Ci to pytanie jednak nadal nie otrzymałam odpowiedzi…Najłatwiej jest milczeć, prawda? Nie udzielać odpowiedzi na niełatwe pytania.

Jesteś w mym życiu 24 lata…Pozostaniesz ze mną na zawsze…Nie zapraszałam Cię do swego życia, nie chciałam żebyś mi towarzyszył i sprawiał iż każdy dzień jest walką o normalność.

Tak, normalność…Ograniczenia obecne w każdym dniu są przeszkodą, aby w pełni cieszyć się życiem. I mimo, że chcę walczyć to czasami brakuje mi sił…

Ale przecież „drogi” RZS nie tylko mi zabrałeś zdrowie. Szczęśliwe życie zabrałeś wielu osobom. Dzieciom, młodzieży…W jednej chwili spowodowałeś, że ich plany runęły, a pozostał ból i obawy o przyszłość.

Jak czujesz się niszcząc życie wielu rodzin? Czy sprawia Ci to satysfakcję? A może uśmiechasz się, gdy kolejna osoba słyszy diagnozę o chorobie reumatycznej?

Jesteś dla mnie bolesnym towarzyszem…Z każdym rokiem jest mi coraz ciężej walczyć, stawy są coraz bardziej zniszczone…10 lat temu byłam bardziej sprawniejsza, a jak będzie za kilka lat? Czy nie będzie gorzej?

Aktualnie stawy nie dokuczają mi bardzo, ale przecież w każdej chwili możesz spowodować, że wstanie z łóżka będzie prawie niemożliwe, a kubek z herbatą będzie ważył „tonę”…

W Twoim zachowaniu jest czysty egoizm…Czy Ty nienawidzisz ludzi?

Dlaczego pojawiłeś się w moim życiu?

A.

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , | 31 komentarzy

Zapach pierników snujący się po mieszkaniu…

Witajcie, przepraszam za moją kilkudniową nieobecność, ale dopadła mnie grudniowa niemoc. Minione dni to czas, gdy nie mogłam znaleźć w sobie motywacji do jakiegokolwiek zajęcia. Myślę, że częściowo winna temu była pogoda, która jest iście jesienna. Padający deszcz, wiatr, szarość – niestety te składniki są idealne, aby człowiek stracił chęci do jakiejkolwiek aktywności.

Dziś jednak zmotywowałam się i jestem. Na monitorze pojawiają się kolejne literki a to oznacza, że wpis na moim blogu-pamiętniku powstanie;)

Co słychać u mnie? Codzienność dnia – praca, odpoczynek, książka, film…Na szczęście mimo padającego deszczu i wilgoci w powietrzu nie odczuwałam zwiększonego bólu stawów. Dawałam radę funkcjonować bez tabletek przeciwbólowych i kontynuowałam codzienną rehabilitację. I muszę się pochwalić swoim małym sukcesem. Stawy kolanowe zyskały większą ruchomość, a dłonie są nieco silniejsze:-)

W ubiegłą sobotę, korzystając z wolnego dnia, zabrałam się za wypiek świątecznych pierniczków. To moja coroczna tradycja. Uwielbiam te chwile, gdy po mieszkaniu snuje się zapach korzennych przypraw. Czuć wtedy, że święta są coraz bliżej:-) Obowiązkowym momentem po upieczeniu jest dekorowanie pierniczków. Bałwanki, choinki, serduszka, księżyce zyskują swój kolor;-) Tym razem moim pomocnikiem był siostrzeniec, który ujawnił swój talent plastyczny.

Mam nadzieję, że w Waszych mieszkaniach również czuć już w powietrzu zbliżające się święta:-)

A.

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , | 29 komentarzy

RZS przypomniał o sobie, czyli niedziela z bólem…

Noc z soboty na niedzielę. Około godziny pierwszej przebudziłam się i poczułam, że RZS również nie śpi. Towarzysz mojego życia powrócił. Po wielu dniach przerwy przypomniał o sobie. Musiałam wstać i wziąć tabletkę przeciwbólową. Zanim ból zaczął mijać każdy ruch był utrapieniem, kołdra ciążyła na obolałych stawach, a ja leżałam i rozmyślałam. Niestety nastrój nocy, ciemność jest idealną pożywką dla negatywnych myśli.

Niedzielny poranek nie przyniósł ulgi. Stawy nadal bolały. Zażyłam następną tabletkę przeciwbólową. Próbowałam zająć się czymś pożytecznym, aby nie rozmyślać o bólu. Zrobiłam sałatką…Jednak ból nadal nie mijał. Moje ruchy były spowolnione i „nienaturalne”. Zażyłam następną tabletkę…

Poczułam się jak lekomanka. Trzy tabletki przeciwbólowe w ciągu jednego dnia…Pobiłam swój rekord w zażywaniu tego paskudztwa. Mam nadzieję, że moja wątroba i żołądek wybaczą mi to…

Nastrój sięgał dna…Myślałam: Czemu znowu przyszedłeś? Czemu znowu boli? Łzy same płynęły po policzku…

Uroki choroby reumatycznej. Żyjesz normalnie, cieszysz się życiem, aż nagle przychodzi TEN dzień. Zwala Cię z nóg…Leżysz pokonany na ringu życia. Liczysz po cichu, że jutro będzie lepiej…Oby było…

A.

Opublikowano Bez kategorii | 35 komentarzy