Kawior, białe wino, czyli kilka słów o królach życia…

Król życia? Komu można przyznać ten zaszczytny tytuł…Zapewne jest wiele czynników, które kwalifikują do tego zacnego miana…Zapewne każdy z Was inaczej rozumie słowa „król życia”…

„Mówią ,że królowie mają złota cały stos.
Wielki zamek pośród gór każdy ma,
Jedzą kawior i w jedwabiach chodzą spać co noc,
Białe wino co dzień piją aż do dna…”

Słowa piosenki Marka Trandy ukazują jeden z możliwych czynników, które kwalifikują do miana „króla życia”…Jednak czy na pewno? Czy pieniądze, kawior i jedwabie dają szczęście?

Moim zdaniem nie do końca jest to prawdą…Życie nauczyło mnie pokory i cieszenia się z każdej małej chwili…Nie byłabym szczęśliwa, gdybym piła białe wino, a byłabym samotna…Nie byłabym królem życia gdybym jadła kawior, a wszystko by mnie bolało…

Pieniądze szczęścia nie dają…To wiem na pewno…Podstawą szczęścia jest zdrowie, rodzina, przyjaciele…To wszystko sprawia, że możemy się nazwać królami życia…Szczęśliwy ten kto ma przy sobie osoby do, których może zadzwonić w trudnych momentach…Ja wielokrotnie w czerwcu płakałam koleżance I. do słuchawki. Pomimo, że na co dzień nie mamy ze sobą kontaktu to wiem, że mogę na nią liczyć, gdy życie jest podłe i złe…

A co daje szczęście w jesienne wieczory? Książki! Po pracy zakopuję się w ciepły kocyk, stawiam gorącą herbatę na stoliczku obok, i biorę do ręki książkę…Ten papierowy „cud” z niezliczoną ilością wyrazów potrafi dać szczęście;-) Odrywam się wówczas od zmartwień, problemów, znikam w fikcyjnym świecie…

Po prostu mnie nie ma…A gdzie jestem? W mej dłoni „Krzyżacy”;)

A.

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , | 32 komentarzy

O horyzoncie, za którym jest…przyszłość

Miałam plany, super plany…Jak zapewne każdy człowiek…Zaplanowany urlop na lipiec, odwiedziny u koleżanki w Warszawie, i wiele innych…Złamanie nogi brutalnie wszystko to zweryfikowało…

Trzymiesięczne zwolnienie lekarskie, długa rehabilitacja, unieruchomienie w łóżku…Tegoroczne lato nie tak miało wyglądać…Ale cóż…Wszystko musiałam poukładać sobie w głowie…Znaleźć sens ostatnich wydarzeń…

Powoli, małymi kroczkami układanka składa się w logiczne podsumowanie. Nie mogę tkwić bez sensu w przeszłości. A tak czyniłam do tej pory. Rozpamiętywałam dzieciństwo w szpitalach, indywidualne nauczanie w szkole podstawowej i liceum, brak rówieśników w swym życiu…Te myśli blokowały mnie…Bardzo…Nie mogłam iść do przodu…Czułam jakbym miała kulę u nogi, której nie mogę się pozbyć…

Złamanie nogi uświadomiło mi, że życie biegnie dalej! Nigdy nie wiadomo co mnie czeka, i muszę docenić to co mam…Mimo niepełnosprawności chodziłam, byłam w miarę sprawna…

Myśli są skierowane ku przyszłości…Nie planując wiele, ale jednocześnie nie rozpamiętując przeszłości…Jej już nie ma…Ona nie powróci…

„Wstaje nowy dzień wiesz, że gdy
Ósmy kolor tęczy się śni
Czas obudzić się i czas zacząć żyć
Całkiem inny świat a w nim ty
To jest takie miejsce gdzie
Chcesz zostawić serce swe
Tu przyjaciół krąg i spokojny dom
Tu gdzie spełniają się marzenia”

(fragment piosenki „Blondynka” w wykonaniu Julii Pietruchy”)

Bo za horyzontem jest przyszłość…I o nią należy zawalczyć:-)

A.

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , | 44 komentarzy

Jak dobrze wstać skoro świt…

Zegar wybija godzinę 5.00…Za oknem powoli wstaje dzień, a zza horyzontu wyłania się słońce…Leniwie otwieram oczy i mimo bardzo wczesnej pory cieszę się.

Środa, 23 sierpień…Dzień, w którym po trzymiesięcznym zwolnieniu lekarskim wróciłam do pracy…Powrót do pracy, a dla mnie jakby powrót do pewnej normalności…Ustalonej drogi, którą chciałam wędrować.

Mówi się, że powroty bywają ciężkie. Jednak w tym przypadku tak się nie stało. Sześć tygodni spędzonych w łóżku, w jednym pokoju nauczyły mnie pokory…Mega pokory do życia…To był kopniak od życia, który pozostawi na długo w mej pamięci…

Nauczyłam się bardziej cieszyć z życia…I zrozumiałam, że nie do końca możemy panować nad tym co los dla nas zaplanował…My marzymy, a życie weryfikuje nasze plany…Ale wszystkie doświadczenia są po coś…Ja wiem, że spokorniałam…Dojrzałam…Nie szukam dziury w całym…Wyszukuję powodu do uśmiechu…

I zaczęłam wierzyć w słowa, że dobro powraca…Dziś ktoś powiedział, że rozmowy ze mną to ostatnio jedna z milszych chwil jakie go spotkała…

Lubię tę swoją „działkę” społeczną w życiu;-)

A.

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , | 29 komentarzy

Smak bułki z masłem…

Te obrazy wciąż wracają, nie mogę wrócić do normalności…Mam doła i nie chce on sobie pójść…Zamykam się sama ze sobą…Tak jest lepiej…Przetrwać najgorsze nie obarczając innych swoimi problemami…

A przecież złamanie to „bułka z masłem”…Wiele osób tak mi mówiło…Poleżysz sześć tygodni w łóżku…Bułka z masłem…Nadrobisz zaległości w czytaniu, oglądaniu filmów…bułka z masłem…

Łatwo mówić, gorzej wykonać…W jednym mieli rację…dałam radę…Jednak negatywne myśli wracają, a ja ciągle pamiętam złe chwile…Gdy leżałam uziemiona, niesamodzielna…Łzy same napływają do oczu…

Wiem…Powinnam cieszyć się tym, że jest lepiej…Uwierzcie jednak, że nie jest to łatwe zadanie…Psychika człowieka to dziwny mechanizm, który czasami działa według własnych reguł i nie chce być nam posłuszny…

To nie jest taka zwykła „bułka z masłem”

A

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , | 15 komentarzy

Pod obstrzałem armatnich słów…

Witajcie, wiem, wiem dawno nie było mnie na blogu. Jednak wydarzenia ostatnich miesięcy kosztowały mnie dużo… Zbyt dużo. Dopiero teraz odczuwam skutki stresu, który przeżyłam. Nie jestem w stanie psychicznym takim jakim byłam przed złamaniem nogi. A leżenie w łóżku przez 6 tygodni doprowadziło mnie do lekkiego załamania psychicznego.

Oczywiście za wszelką cenę chciałam, i nadal chcę wrócić do dawnej formy. Chodzić w miarę sprawnie. Jednak nie jest to takie „hop siup”. Upadek trwał kilka sekund, a dochodzenie do kondycji potrwa zapewne kilka miesięcy.

Ostatnio sporo myślałam o swojej sytuacji i doszłam do wniosku, że chyba nie warto za bardzo uzewnętrzniać się innym osobom…Te wszystkie porady, które usłyszałam bardzo zamieszały mi w głowie.

- Noga Ci się nie zrośnie

- Nie będziesz mogła pracować

- U osób z RZS proces zrastania trwa kilka miesięcy

- Nie będziesz mogła chodzić

Poczułam się niczym żołnierz pod obstrzałem kul armatnich. Z każdej strony cios…Każdy dobijający, raniący…

Dziś te słowa nadal tkwią w mej głowie…Może lepiej zniosłabym wszystko gdyby nie te komentarze z ust innych osób? Tylko ja wiem ile nocy i dni przepłakałam…Ile sił straciłam…

Na chwilę obecną wiem, że wracanie do formy to nie tylko rehabilitacja nogi, ale również poprawa stanu psychiki…Zapowiada się długa droga przede mną…

Kolejna walka…

A.

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , | 34 komentarzy

Najpierw powoli jak żółw ociężale…

Witajcie, od dziesiątego lipca próbuję wrócić do życia, do normalności…Pozbyłam się ciężaru z nogi…I powoli rozpoczęłam rehabilitację…

Na początku noga była pozbawiona mięśni, nie chciała się zginać…Była niczym kłoda. Dodatkowo prawa noga, która przez sześć tygodni również nie była „używana” nie funkcjonowała jak powinna. Poczułam się pozbawiona nóg…Eh…

Kłopot sprawiało przekręcenie się na bok, przykrycie kołdrą…Jednak ciągle starałam się myśleć pozytywnie i…ćwiczyć…

Napinanie mięśni, prostowanie kolan, zginanie, okłady z borowiny…W ruch poszły wszelkie możliwe formy rehabilitacji …Mały żółwik zaczął się poruszać;) Musiałam również wzmocnić mięśnie rąk, ponieważ niebawem czeka mnie poruszanie się o kulach. A wtedy siła rąk jest niezbędna;)

Na chwilę obecną, dziesięć dni po zdjęciu gipsu: nie jest idealnie, jeszcze nie biegam;) a odciążanie nogi jest męczące, ponieważ drugie kolano chce się zbuntować przeciwko zbytniej eksploatacji;) Pozytywy? Oczywiście, że są! Mięśnie uległy wzmocnieniu, a noga nie jest już sztywną kłodą…Mogę ją podnieść, przekręcić się na bok…

Teraz kolejne kroki przede mną…Niczym ten żółw, ociężale…Ale już niebawem? Może stanę się szybszym zwierzątkiem;-)

Pozdrawiam

A.

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , | 30 komentarzy

Sześć tygodni z nogą w betonie…i co dalej?

10 lipiec – data, gdy mijało sześć tygodni odkąd skazana byłam na życie z nogą w gipsie. Ważący chyba około 10 kg beton był moją codziennością. Dniem i nocą…Uniemożliwiał skutecznie chodzenie i normalne funkcjonowanie…

Wczoraj był ten dzień, gdy miało się okazać: co dalej? Czy kość udowa zrosła się…Czy gips zostanie pozostawiony na dłużej?

Od samego rana żyłam w stresie oczekując na karetkę, która miała zawieźć mnie na kontrolę w szpitalu. Około godziny 11 miało się wszystko wyjaśnić…

Zdjęcie gipsu, kontrolne rtg i powrót do gabinetu ortopedy…Na szczęście lekarz miał dla mnie dobre wiadomości: noga zrosła się!

Oczywiście jest to zrost delikatny i nie można obciążać nogi w pełni, a tylko około 30-40% masy ciała…Na dodatek sześć tygodni unieruchomienia zrobiło swoje. Kolano jest sztywne, a mięśnie bardzo słabe…Czeka mnie dużo czasu poświęcone na rehabilitację…Muszę skupić się na doprowadzeniu się do stanu sprzed wypadku…

Marzy mi się pójście na spacer…Krótki, malutki…Ale o własnych siłach…Zobaczyć niebo i poczuć w płucach świeże powietrze…

Ot, takie marzenie…Czasami do szczęścia nie potrzeba wiele…

A.

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , | 40 komentarzy

Dlaczego w ludziach brak empatii?…

Dwie dziewczyny, prawie rówieśniczki…Obie zachorowały na RZS w dzieciństwie. Pokonywały podobną drogę: szpitale, rehabilitacje, operacje…Wiedziały co oznacza każdy dzień z bólem, wiedziały, że spojrzenia i komentarze rówieśników mogą ranić…

Prawie wszystko je łączyło…Prawie…

Różniły się charakterem…Jedna wrażliwa, druga przebojowa…

Wrażliwa – każde słowo brała do siebie, rozmowy z „Przebojową” zaczęły ją dołować. Gdy zbliżała się jej operacja usłyszała: pewnie, że po zabiegu wszystko boli, jesteś niesamodzielna i skazana na tabletki przeciwbólowe…

Przebojowa – nigdy nie liczyła się ze słowami, Ona była najważniejsza, nie potrafiła wesprzeć dobrym słowem…Na porządku dziennym były słowa: nie marudź, nie narzekaj…Jednak potrafiła wykorzystywać innych, aby podnieść siebie na duchu, oczekiwała słów otuchy i możliwości wygadania się…Druga strona miała wysłuchać i doradzić…

Interes jednostronny…korzystny dla jednej ze stron…

Wrażliwa i Przebojowa przechodzą podobną drogą życiową,mimo to dzieli je przepaść…Ogromna jak wodospad Niagara…

A.

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , | 36 komentarzy

Janka w labiryncie…

Nadmiar wolnego czasu spowodował, że postanowiłam przypomnieć sobie ulubione seriale mojego dzieciństwa. Muszę przyznać, że było ich wiele. Byłam prawdziwą maniaczką seriali w latach 90-tych. Z prawdziwym sentymentem wspominam serial „Wow” z młodym Mateuszem Damięckim w roli głównej, „Trzy szalone zera” z Joanną Jabłczyńską, „Maszynę zmian”.  Przygody młodych bohaterów pozwalały mi przenieść się w inny świat. Gdzie dzieci nie były chore i nie musiały brać leków.

Jednak na pierwszy „ogień” do obejrzenia wybrałam serial „W labiryncie” oraz „Jankę”.

„W labiryncie” – jest to pierwsza polska telenowela, z roku 1989. Przedstawiała losy warszawskich farmaceutów z Instytutu Farmakologii Klinicznej oraz biznesmenów w czasach kształtowania się nowej Polski. Gdy patrzę dziś na ten serial, to czuję sentyment do dawnych czasów. Do dawnych samochodów, ubiorów… Dostrzegłam również niewyobrażalny postęp techniczny. W końcu lat 80-tych nie było  Internetu, telefonów komórkowych, maili… Inne życie… Dzieci bawiły się przed blokiem, potrafiły ze sobą rozmawiać…

„Janka” – serial przygodowy dla młodzieży z roku 1989. Przedstawiał losy skłóconych ze sobą grup dzieci z pewnej wsi. Główne role w serialu grali: Agnieszka Krukówna, Joanna Żółkowska oraz Krzysztof Kowalewski. Przygody dzieci przedstawionych w „Jance” tak bardzo odbiegają od współczesnego życia. Mimo, że od nakręcenia tego serialu nie minęło jeszcze trzydzieści lat to widać przepaść między naszymi czasami a ówczesnymi. Dziś dzieci nie wspinają się po drzewach, nie chodzą grupami po swojej miejscowości, nie tworzą tzw. band i nie grają w „gumę” czy w skakankę…

Z rozrzewnieniem oglądam, wspominam… Nie myślę o złych rzeczach …Nie chcę…

A Wy macie swoje ulubione seriale?

A.

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , | 43 komentarzy

Połowa drogi za mną…

Jutro minie trzy tygodnie od nieszczęsnego złamania nogi…gdy tylko przypomnę sobie tę chwilę to nadal czuję ciarki na plecach…to przerażenie w moich oczach i słowa ortopedy, że noga jest złamana…Pytanie w mej głowie: co teraz? oczekiwanie czy będzie konieczna operacja…

Czas dłużył się niemiłosiernie, a ja żyłam jak w amoku…Myśli nie chciały odwrócić się od złamanej nogi, obaw, bólu…wszelkiego złego, co mnie dopadły w tamtym momencie…

Dziś oceniam bardziej na chłodno tę sytuację…rozpamiętywanie złych chwil nie poprawi mi nastroju, a może nawet zaszkodzić…Dół, w który wpadłam mógł się okazać za chwilę nie do pokonania…i nie wiem, czy wtedy poradziłabym sobie sama z tym nastrojem…

Organizm pokonany zostałby zarówno fizycznie, jak i psychicznie…Postanowiłam sama zapanować nad sobą, zająć się rzeczami, które odciągną me myśli od choroby…Muszę na siłę tak postępować, aby nie zwariować…

Nie mam wpływu na zrost kości…ona po prostu w swoim tempie musi się zrastać…chrząstka, tkanka, powoli…z każdym dniem bardziej…

Szkoda mi tylko tych dni spędzonych w łóżku, uziemiona, niesamodzielna…A może moje życie to jedna wielka nauka cierpliwości?

Tylko po co tyle lat nauki? Czyżbym jeszcze była czegoś nieświadoma?

A.

PS. Dziękuję za słowa wsparcia i za Wasze komentarze!

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , | 41 komentarzy