Sześć lat minęło jak jeden dzień, czyli rocznica mojej operacji…

Były obawy, był strach…Przed bólem, skazaniem na pomoc innych…Jednak nie mogłam podjąć innej decyzji…Gdybym nie odważyła się na ten krok zapewne dziś nie byłabym w stanie wejść po schodach, samodzielnie założyć spodni czy pójść na spacer. Czasem trzeba wyjść poza strefę komfortu i zaryzykować…

2 listopad 2010 rok. Wtorek. Dokładnie pamiętam tę datę. W tym dniu miałam operację. Została mi wszczepiona endoproteza lewego biodra. Bolący, zniszczony przez wieloletnią chorobę staw wymieniono na nowy, tytanowy. Sam zabieg nie trwał długo, około dwóch godzin. Podczas całej operacji byłam świadoma, ponieważ miałam wykonane znieczulenie zewnątrzoponowe. Słyszałam odgłosy dochodzące z sali operacyjnej, rozmowy lekarzy…Serial medyczny „na żywo”. A ja byłam główną bohaterką;)

Dwa dni po zabiegu zostałam pierwszy raz spionizowana i mogłam, wspomagając się balkonikiem, wykonać kilka kroków. Samodzielne pokonanie trasy do łazienki, pierwsze przejście długości korytarza oddziału szpitalnego – to moje pierwsze sukcesy po operacji. Oczywiście odczuwałam ból operowanego miejsca, przy każdym ruchu czułam dyskomfort. Musiałam zażywać więcej leków przeciwbólowych, przez trzy dni brałam morfinę. Jednak wiedziałam, że za jakiś czas będzie lepiej, że teraz musi być gorzej, aby w przyszłości było lepiej…

Jeszcze w szpitalu rozpoczęłam rehabilitację, aby nowe biodro uzyskało swoje właściwe funkcje, a mięśnie zostały wzmocnione. Żmudne, monotonne zajęcie, momentami powodujące ból – uroki zajęć rehabilitacyjnych. Ale cały czas miałam z tyłu głowy myśli „Za jakiś czas będzie lepiej, będziesz samodzielniejsza”…

Motywacja dawała mi siły do walki…

5.11.2016, sobota – sześć lat po operacji, nie żałuję swojej decyzji. Wyjście poza strefę komfortu okazało się właściwe. Staw biodrowy jest bardziej ruchomy, nie boli…Mimo, że mam dwie endoprotezy biodrowe to nie czuję się gorsza z tego powodu…Wiem, że dzięki operacjom jestem samodzielniejsza. A o to chyba w walce z RZS chodzi?

A.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

24 odpowiedzi na „Sześć lat minęło jak jeden dzień, czyli rocznica mojej operacji…

  1. ~iwona pisze:

    Gratuluję ci siły charakteru i życiowej mądrości. Wyobrażam sobie, jak trudno było podjąć taką decyzję, ile za tobą obaw i złych myśli. Ale wiesz co, chyba nie ma potrzeby świętować rocznicy operacji, przypominać sobie o bólu. Świętujmy raczej kolejną rocznicę twojej większej samodzielności! Wszystkiego dobrego!

  2. ~L.B. pisze:

    Słowo ,,operacja” mnie przeraża. Wolałabyś, żeby Cię uśpiono? Podziwiam Cię, naprawdę. Pozdrawiam. ;)

  3. ~jotka pisze:

    Znajoma z pracy też ma dwie endoprotezy, opowiadała o operacji i o strachu. Długo uczyła się funkcjonować , na szczęście nie ma RZS, ale jakieś jeszcze inne schorzenia. Jednak chodzi szybciej ode mnie ;-)
    Myślę, że podjęłaś dobrą decyzję, ale niektórzy ze strachu przed operacją lub z braku wiary w poprawę rezygnują.

  4. Mercedes pisze:

    Najważniejsze , że jest lepiej … i nie żałujesz decyzji . Rocznic operacji raczej bym nie obchodziła bo to są zbyt bolesne wspomnienia … może raczej kolejne sukcesy w dochodzeniu do większej sprawności lub wszystko inne co wiąże się z radością, dumą z samej siebie . Innymi słowy wszystko to co pozwala choćby na chwilę zapomnieć o chorobie .
    Pozdrawiam i życzę wszystkiego dobrego :)

    • ~A. pisze:

      Ale ja świętuje moment, w którym zaryzykowałam i dzięki temu jestem sprawniejsza. Samej rocznicy operacji nie świętuje;)
      Pozdrawiam

  5. ~Maria pisze:

    Podjęłaś słuszną decyzję, ale wtedy, stres musiał być dla Ciebie ogromny. Dobrze, że w medycynie są takie możliwości. Dzielna z Ciebie dziewczyna. Trzymaj się ciepło;)

  6. Lena Sadowska pisze:

    Witaj, A.

    Szósta rocznica bardziej samodzielnego życia? Warto to świętować :)
    Cieszę się, że znalazłaś w sobie odwagę, a efekt operacji dał Ci szansę na pełniejsze życie.

    Pozdrawiam :)

  7. ~szarabajka pisze:

    Wszelkie rocznice operacji źle mi się kojarzą. Na samą myśl czuję tamten strach, choć nie mnie operowano, a moje dziecko.
    Życzę Ci dużo zdrowia.

  8. ~ariadna pisze:

    Należy robić wszystko, co tylko może poprawić komfort życia w przypadku chorób przewlekłych. Podjęłaś bardzo dobrą decyzję!
    Dużo siły i spokojnych myśli :)

    • ~A. pisze:

      W przypadku chorób przewlekłych trwa nieustanna walka. Nie można ani na chwilę oddać pola walki. Taki niestety jest również urok RZS…Pozdrawiam

  9. ~Gabrysia pisze:

    Zawsze warto podjąć ryzyko i wyjść na przeciw czemuś, co mogłoby nas ominąć. Ostatnio widziałam obrazek przedstawiający małego ptaszka na skraju przepaści który pyta mamy – a co jak spadnę, a mama na to – a co jak polecisz? Gratuluję Twojego lotu :)

  10. ~Ula pisze:

    Zapewne operacja była koniecznością, a nie jakąś tam fanaberią. Dobrze, że tak się stało, bo dzięki temu możesz być aktywna i nie ma potrzeby, by zostawać z tyłu lub wycofywać się z aktywnego życia. A ciekawa jestem, czy możesz jeździć na rowerze ? Mój 79-letni tata właśnie miał wymieniony staw biodrowy i ciągle mnie pyta czy może już siąść na rower i pojechać. Mam obawy, by ponownie się nie wywrócił, zwłaszcza, że ja mieszkam bardzo daleko od niego. Pozdrawiam :)

    • ~A. pisze:

      Ula, ja niestety nie jestem w stanie jeździć na rowerze. Choroba reumatyczna zaatakowała u mnie wszystkie stawy m.in. kolanowe oraz dłonie. Jednak inaczej sytuacja wygląda u osób, które miały wymieniany staw biodrowy ze względu na zwyrodnienia spowodowane wiekiem. Wtedy jazda na rowerze jest zależna od samopoczucia np. czy chory nie odczuwa zawrotów głowy. Trzeba uważać na nowy staw:) i w razie wątpliwości radziłabym konsultację z ortopedą. Pozdrawiam

  11. ~Anna pisze:

    Jestes dzielna. Mam za soba jedną operację, nie tak poważną, ale to zawsze jest silne przeżycie, i nie wiadomo jak się zakończy. Moja siostra musi „wymienić” sobie kolana… Ale wciąż czeka…

  12. ~Izabela M. pisze:

    Pozwoliłam sobie zajrzeć do Ciebie gościnnie i po przeczytaniu Twojego wpisu uśmiechnęłam się na myśl – „niby dwie różne osoby a z tej samej gliny” :)
    Gdybym miała takie samo szczęście do (nawet) ciężkiej i małozarobkowej pracy fizycznej jak do chorób i ułomności fizycznych rozkapryszonego ciała, byłabym pewnie majętna :D
    Nie narzekam. Nie lubię lamentować i rozczulać się nad ograniczeniami, bólem itp, bo życie jest po prostu na to za krótkie. Można zatem napisać, że na codziennej drodze spotkałam bratnią duszę, dlatego pozwalam sobie podejść, wziąć ją pod rękę, spojrzeć jej w oczy i z uśmiechem zapytać: Jak się miewasz A. ?, poczym po prostu obok pójść razem z nią do przodu, przed siebie w rozmowie lub milczeniu :)
    Pozdrawiam całym sercem. :)

  13. ~oto ja pisze:

    Zawsze przed zabiegami medycznymi mamy różne obawy. Trudno nam się zdecydować na zabieg, bo często od razu wyobrażamy sobie najczarniejszy scenariusz. Tylko po co? Boimy się, co się może wydarzyć, albo że zabieg się nie uda (sama mam na koncie taki, który właściwie przyniósł efekt zerowy). Ale jak nie spróbujemy, to odbieramy sobie szansę na zmianę. A tego nie powinniśmy robić.
    Trzymam kciuki i życzę Ci dużo zdrowia i sił.
    Pozdrawiam ;)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>