Izolacja niepełnosprawnych dzieci…

Do napisania tego wpisu skłoniły mnie planowane przez rząd zmiany w przepisach dotyczących nauczania indywidualnego dla dzieci.

Nie chcę nikogo moralizować, wnikać w szczegóły zmian, nie chcę żeby ten wpis był odebrany politycznie.

Chcę ukazać nauczanie indywidualne z własnej perspektywy. Osoby, która uczyła się w domu, zarówno w szkole podstawowej, jak i w szkole średniej.

Szkoła podstawowa: Brak inicjatywy ze strony nauczycieli w celu mojej integracji z rówieśnikami. Miałam tylko jedną koleżankę, która była jednocześnie moją sąsiadką. Nie wyjeżdżałam na wycieczki, nie uczestniczyłam w uroczystościach szkolnych…Gdy odważyłam się pójść na kółko matematyczne spotkałam się ze spojrzeniami ze strony uczniów…Jakby pytano: Co ona tu robi? Kto to jest?. Więcej razy nie poszłam na żadne kółko zainteresowań… Wstydziłam się…

Liceum: Super wychowawczyni, która namawiała mnie do spotkań z klasą. To dzięki niej jeździłam do kina, na wigilie klasowe. To w liceum poznałam większe grono rówieśników. I chociaż od matury minęło już ponad dziesięć lat to do tej pory utrzymuję kontakt z koleżankami. Muszę przyznać, że to w liceum uczyłam się rozmawiać..Tak, rozmawiać…Lata szkoły podstawowej to brak kontaktów z rówieśnikami…Nie wiedziałam jak odnaleźć się w większym gronie osób.

Wiem, że rodzice wybrali dla mnie nauczanie indywidualne ze względu na chorobę, na małą odporność organizmu…Po prostu chcieli dobrze dla mnie. Jednak dziś, w dorosłym życiu dostrzegam minusy tego wyboru…Jak trudno jest uczyć się życia w społeczeństwie, gdy jest już się dorosłym…

Nauczanie indywidualne zabrało mi cząstkę dzieciństwa. Nie bawiłam się z rówieśnikami, nie rozmawiałam z nimi…Mój czas pozalekcyjny wypełniało czytanie książek…

Gdybym dziś miała wybór to chciałabym uczyć się w szkole. Gdyby to jednak nie było możliwe, a nauczanie indywidualne byłoby koniecznością ze względu na stan zdrowia, chciałabym uczestniczyć w życiu klasy…

Czasami warto pomyśleć o najmłodszych…O ich przyszłości…O potrzebie obecności w grupie rówieśników…To procentuje w dorosłym życiu…

A.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

14 odpowiedzi na „Izolacja niepełnosprawnych dzieci…

  1. ~Anna pisze:

    Poruszyłas bardzo mi bliski temat, i w całej rozciągłości się z Toba zgadzam – kontakty społeczne sa niezwykle istotne, i konieczne wręcz. I tak naprawdę uczenie się jest procesem społecznym…

  2. ~szarabajka pisze:

    Na pewnym etapie życia byłam osobą, która decydowała (w oparciu o zaświadczenie lekarskie) o przyznaniu nauczania indywidualnego. Nie wnikając w szczegóły i procedury, niektóre przypadki były problematyczne. Wielu rodzicom się naraziłam, którzy w nauczaniu indywidualnym widzieli klucz to sukcesu ich dzieci. Patrzyłam na to inaczej, bo przez jakiś czas, po operacjach, miałam syna na nauce indywidualnej i wiedziałam, że ten kij ma dwa końce z własnego doświadczenia. Odbierano mnie jako bezduszną, nieżyczliwą dzieciom formalistkę. Cieszę się, że napisałaś tę notkę. Dziecko to nie tylko uczeń, ale także człowiek. Przede wszystkim człowiek.
    Pozdrawiam serdecznie.

  3. ~Leseratte pisze:

    Jakiś czas temu rozmawiałam z koleżanką na podobny temat. W każdej szkole znajdą się osoby z nauczaniem indywidualnym, zazwyczaj wygląda to tak, że te osoby ze swoją klasą mają tylko godzinę wychowawczą i ewentualnie religię. Z jednej strony wszyscy powtarzają nam, żeby traktować osoby z nauczaniem indywidualnym tak samo, ale nie jest to łatwe, bo nie mają kontaktu z innymi z klasy, nie spędzają z nimi czasu, rozmowa zazwyczaj jest krępująca, bo nikt nie wie o czym ze sobą rozmawiać – tak naprawdę się nie znamy. Zupełnie inaczej było z osobami, które rozpoczynały nauczanie indywidualne po kilku miesiącach szkoły, mieliśmy już wspólne tematy. Na pewno wymaga to dobrego przemyślenia i zmian, ale szczerze mówiąc nie do końca wiem, jak mogłoby to wyglądać.
    Co do nauczycieli dodam jeszcze, że oni też traktują takie osoby inaczej co stanowi dodatkową barierę; często słyszałam, że na zajęciach indywidualnych im lepiej się pracuje – każdy wolałby pracować z jedną osobą zamiast 30, więc nie rozumiem, jak można to porównywać i wymagać od tych 30, żeby stworzyli warunki pracy jak z jedną osobą.
    Myślę, że największy problem z integracją był w podstawówce. Ze strony nauczycieli na pewno brakowało rozmowy, wytłumaczenia. Potem już każdy ma swój rozum i wie, że to nic nadzwyczajnego.

  4. ~jotka pisze:

    Z tą izolacją różnie bywa. Pracuję w podstawówce i czasami nauczanie indywidualne odbywa sie w mojej bibliotece, dzięki czemu uczniowie korzystają także ze zbiorów biblioteki, z komputerowych programów edukacyjnych, chodzą też na niektóre lekcje.
    Czasami to rodzice upierają się na zatrzymywanie dzieci w domu ze szkodą dla uczniów. Wyjątkiem są naprawdę poważne choroby. U nas coraz częściej nauczanie indywidualne odbywa sie w szkole, by kontakt dziecka z rówieśnikami jednak był…

  5. ~Iwona pisze:

    Jestem przekonana, że jeśli tylko jest możliwa nauka w szkole, dziecko powinno tam chodzić. Kontakt z rówieśnikami to jednocześnie szkoła życia. Tam uczymy się o sobie i o ludziach bardzo dużo. A jest to równie ważne jak nauka przedmiotów szkolnych. Pomiędzy sobą dzieci inaczej się zachowują niż pod okiem wychowawców, a to jest bezcenne dla późniejszych relacji. Nie mogę zrozumieć tendencji do oddzielania dzieci słabszych, chorych od rówieśników. Powtórzę – jeśli to możliwe, posyłajmy dzieci do szkoły.

  6. ~Teresa pisze:

    Fajnie, że w liceum miałaś taką wychowawczynię.
    Też uważam, że nauczanie indywidualne powinno być tylko naprawdę w wyjątkowych sytuacjach.

  7. ~L.B. pisze:

    U mnie w szkole, jak ktoś miał indywidualny tok, to zawsze stanowił swego rodzaju sensację, każdy był ciekawy jak te jego lekcje wyglądają. Ale z czasem oczywiście ta ciekawość znikała i to zainteresowanie, przyglądanie się. Gdy nauczyciel wie, jak integrować i jak włączyć kogoś nowego do grupy to jest super.

  8. ~Maria pisze:

    Z moją córką chodził do klasy niepełnosprawny chłopiec, był na wózku. Czytając Twój wpis, pobiegłam myślami do tamtych czasów… Myślę, że tam byli wspaniali nauczyciele, bo klasa nie była wcale łatwa, a jednak ten chłopiec dobrze się tam czuł, był wesoły, uczestniczył w życiu klasy z początku całkowicie, potem częściej miał zajęcia w domu ze względu na pogarszający się stan zdrowia. Ale od czasu do czasu był przywożony do biblioteki, gdzie odwiedzali go rówieśnicy.

  9. ~ariadna pisze:

    Święte słowa – dzieci niepełnosprawne POWINNY przebywać ze zdrowymi rówieśnikami!
    Serdeczności ślę :)

  10. ~Ultra pisze:

    Poruszyłaś ważny temat. Przyznaję Ci rację, ponieważ każde dziecko powinno mieć kontakt z rówieśnikami i ze szkołą. Także rodzice aktywnie powinni uczestniczyć w życiu szkoły. I nie chodzi tylko o udział w akademiach, ale na wielu spotkaniach, lekcjach wychowawczych. Socjalizacja jest konieczna do prawdziwego rozwoju człowieka.
    Serdeczności zasyłam

  11. Też wydaje mi się, że nauczanie indywidualne ma sporo wad. Sam chodziłem do podstawówki i gimnazjum z oddziałami integracyjnymi, co więcej nie spotkałem chyba tam nikogo, kto miałby w pełni nauczanie indywidualne. Owszem było sporo zajęć odbywających się w mniejszych gronach, nawet po dwie osoby, ale to chodziło raczej o jakieś zajęcia typu rewalidacja czy coś w tym guście.

    Nauczanie indywidualne może mieć w pełni sens np. w Australii, albo w innym równie nierówno zaludnionym miejscu, tam, gdzie dojazd do szkoły zabiera wieki, a nie godziny. Tak mi się wydaje. Poza tym czasem zdarza się tak, że na taki tryb nauki decydują się rodzice dzieci, które mają być ,,wyjątkowe” czy coś w tę deseń. Chodzi o taki źle rozumiany prestiż, jakieś wyróżnienie dziecka przez izolację. Ogólnie dziwne sytuacje takie.

    :) Dzięki. O, czyli Dzień Bibliotekarza i Bibliotek ma kontynuację w postaci całego tygodnia. Ciekawe.

    Pozdrawiam!

  12. ~oto ja pisze:

    W szkole nie chodzi przecież tylko o przyswojenie treści edukacyjnych. To jedna strona edukacji. Bardzo ważne są relacje z rówieśnikami, samodzielność i radzenie sobie w różnych sytuacjach. A jak wpłynąć na rozwój emocjonalno – społeczny kiedy się jest jedynym uczniem?
    Pozdrawiam ;)

  13. Dziś sytuacja z tą opiekunką się zaogniła można rzec. Ale czuję, że w ciągu miesiąca, może dwóch znajdzie swój finał poprzez zmianę opiekunki. Nie ma innej opcji raczej.

    Pozdrawiam!

  14. ~parrafraza pisze:

    Izolacja dzieci korzystających z nauczania indywidualnego od ich rówieśników to jeszcze jeden z kamyczków do ogródka deformy edukacji i jeden z powodów mojego negatywnego nastawienia do niej. Moja córka korzystała jakiś czas z takiego nauczania, jeździła do szkoły na lekcje z nauczycielem, ale spotykała się i z koleżankami z klasy. Nie wyobrażam sobie, by miała siedzieć w domu, sama, odizolowana od wszystkich. A przecież u niej trwało to krótko.. Brak słów.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>