Połowa drogi za mną…

Jutro minie trzy tygodnie od nieszczęsnego złamania nogi…gdy tylko przypomnę sobie tę chwilę to nadal czuję ciarki na plecach…to przerażenie w moich oczach i słowa ortopedy, że noga jest złamana…Pytanie w mej głowie: co teraz? oczekiwanie czy będzie konieczna operacja…

Czas dłużył się niemiłosiernie, a ja żyłam jak w amoku…Myśli nie chciały odwrócić się od złamanej nogi, obaw, bólu…wszelkiego złego, co mnie dopadły w tamtym momencie…

Dziś oceniam bardziej na chłodno tę sytuację…rozpamiętywanie złych chwil nie poprawi mi nastroju, a może nawet zaszkodzić…Dół, w który wpadłam mógł się okazać za chwilę nie do pokonania…i nie wiem, czy wtedy poradziłabym sobie sama z tym nastrojem…

Organizm pokonany zostałby zarówno fizycznie, jak i psychicznie…Postanowiłam sama zapanować nad sobą, zająć się rzeczami, które odciągną me myśli od choroby…Muszę na siłę tak postępować, aby nie zwariować…

Nie mam wpływu na zrost kości…ona po prostu w swoim tempie musi się zrastać…chrząstka, tkanka, powoli…z każdym dniem bardziej…

Szkoda mi tylko tych dni spędzonych w łóżku, uziemiona, niesamodzielna…A może moje życie to jedna wielka nauka cierpliwości?

Tylko po co tyle lat nauki? Czyżbym jeszcze była czegoś nieświadoma?

A.

PS. Dziękuję za słowa wsparcia i za Wasze komentarze!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii i oznaczony tagami , , , . Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

41 odpowiedzi na „Połowa drogi za mną…

  1. ~iwona pisze:

    Kiedyś pewnie sama dojrzysz, czego nauczyły cię dni ze złamaniem, w gipsie. Zawsze możemy czegoś o sobie się dowiedzieć z każdej sytuacji, a z trudnej – tym bardziej. Może chodzi o to, że jesteś silniejsza niż myślałaś?

  2. ~Gaja pisze:

    Trudno powiedzieć, o co chodzi z tą wieloletnią nauką… Żebyś wiedziała, jak często ja zadawałam sobie to pytanie i bywa, że czasami jeszcze o tym pomyślę, chociaż już jakoś to sobie poukładałam i u siebie widzę zależność pomiędzy swoimi decyzjami, tym, co lęgnie mi się w głowie, a tym co otrzymuję na co dzień od życia. Jednak Twoje nauki są innego kalibru niż moje, można powiedzieć – cięższego i nawet nie chcę się wypowiadać, bo w cudzych butach przecież nikt nie będzie chodził :-( Dobrze, że potrafisz oderwać się myślami od trudnej sytuacji i odnaleźć spokój tu gdzie jesteś, to bardzo ważne i na pewno pomaga! Trzymaj tak dalej, życzę wytrwałości i coraz więcej promyków słońca rozświetlających Twoje życie :-)

  3. ~jotka pisze:

    To już 3 tygodnie? Tobie wlokły sie niemiłosiernie, a u mnie jak sprint…
    Czas to bardzo subiektywne zjawisko, gdy chodzi sie do pracy, to wlecze sie niemiłosiernie, a w weekendy pędzi jak szalony ;-)
    Jeśli radzisz sobie z negatywnym nastawieniem, to już sukces. Nie dziwię się, że buntujesz się przeciw tej nauce, bo ile można, ale jak mawiała moja babcia – człowiek całe życie się uczy i głupi umiera…

  4. ~Ultra pisze:

    A może i to doświadczenie było potrzebne do czegoś. Ja prawie biegłam, ale odkąd przewróciłam się i ręka pękła, zwolniłam. Uważniej stąpam i nie przyspieszam. Trudno, trzeba uważać, bo potem cierpienie. Ale i tak sobie myślę, że jednych choróbska omijają, a innych nawiedzają w nadmiarze.
    Serdeczności

    • ~A. pisze:

      Gdy zacznę chodzić zapewne również będę uważniejsza…i będę cieszyła się małymi rzeczami…zero marudzenia i narzekania na pracę i na wczesne wstawanie.

  5. ~L.B. pisze:

    Pozytywnie. ;)
    Noga się zrośnie, jeszcze trochę poczekasz i znowu będziesz samodzielna. ;) Jeszcze trochę wytrzymaj. ;)
    Pozdrawiam. ;)

  6. ~KreoVita pisze:

    Życzę Ci siły i wytrwałości. Mam nadzieję, że szybko kości się zrosną. Pamiętaj o tym by nigdy się nie poddawać, nawet jak człowiek już nie ma siły bo wtedy właśnie często dostrzega się światełko. Wiem to z własnego doświadczenia. Wszystkiego dobrego:)

  7. ~Gabrysia pisze:

    Trudne to wszystko jest, tyle pytań i żadnej odpowiedzi. Popatrz, rano człowiek wstaje z planami na kolejny dzień… dzisiaj miałam mieć dzień porządków. Przeniosłam odkurzacz przez próg z pokoju do pokoju i… mąż musiał odholować mnie do łóżka, w którym jestem do teraz. Źle się nachyliłam, złapałam… nie wiem w życiu nie miałam do czynienia z kręgosłupem lędźwiowym- teraz już wiem jak to boli… I znowu docenię sobie dni, w których nic złego się nie wydarzy a sprzątanie uznam za luksus :) Trzymaj się – ściskam mocno

  8. Wpadam z rewizytą między próbami i koncertem. Dziękuję za miły komentarz i życzę zdrowia.
    A tak odnośnie RZS – próbowałaś kuracji wrotyczem? Polecam zapoznanie się ze stroną:
    http://www.igya.pl/srodki-lecznicze/rosliny-lecznicze/283-wrotycz-tanacetum-vulgare.html
    Pozdrawiam serdecznie

  9. ~Frau Be pisze:

    Niestety, mimo że nie mam kłopotów zdrowotnych, od dawna odnoszę wrażenie, że moje życie to jedno wielkie czekanie i przeczekiwanie.

  10. ~Lena Sadowska pisze:

    Witaj, A.

    Nie wiem, czemu jednych los doświadcza bardziej, a innych mniej i nawet nie będę próbowała zgadnąć.
    Po prostu – trzymam za Ciebie kciuki:)

    Pozdrawiam:)

  11. ~jenny pisze:

    wiem, że to trudny czas dla Ciebie, ale dany Ci po coś, także po to byś popłakała, poczuła niestety większy ból, ale też budziła w sobie refleksje, pytania i poszukiwała odpowiedzi. Po czasie nie pomyślisz, że straciłaś czas, że nie warto było się uczyć… zadajesz pytania i szukasz odpowiedzi… znam to, to istnienie od czasu z bólem do czasu bez bólu i tak cały czas, człowiek nie wie ile jeszcze wytrwa, ale trwa bo tego pragnie bo wierzy… uwierz kolejny raz i kolejny, warto, to Twoje istnienie

  12. ~parrafraza pisze:

    Trzymaj się kochana dziewczyno, zobaczysz, że będzie dobrze.

  13. ~Iwona Zmyślona pisze:

    „Jotka” przytoczyła Ci słowa swojej babci, więc ja dorzucę mojej matki”ile cierpliwości, to tyle mądrości”. Nigdy nie wiemy tak dużo, by nie móc poznać jeszcze więcej. Nawet czas spędzony w łóżku nie jest stracony, bo można czytać, słuchać muzyki, oglądać telewizję, grać z kimś lub z laptopem w pokera, brydża, kierki . Rozwiązywanie krzyżówek, dzierganie, to też trening dla rąk i umysłu. Połowa już za tobą, to życzę, by ta druga przeleciała jeszcze szybciej. Głowa do góry, nogi na poduszki, a ręce i umysł do roboty. Pozdrawiam.

  14. ~korek115 pisze:

    To nie jest łatwe, żeby leże w łóżku, a tu za oknem już prawie lato…
    Jeszcze trochę cierpliwości, wytrzymasz.
    Ja wiem,, łatwo powiedzieć….
    A tu nawet do łazienki zrobiło się tak daleko… masakra!
    Będzie dobrze. Bo przecież dopiero połowa czerwca. Jeszcze zdążysz na spacerki i wycieczki. Życzę z całego serca, aby noga jak najszybciej się wyleczyła.
    Pozytywnie :)

  15. ~Maria pisze:

    Nie było mnie, więc nawet nie wiedziałam, że złamałaś nogę. Bardzo Ci współczuję. Dlaczego tak się dzieje? Mądre pytania stawiasz droga A. Chyba większość z nas zadaje sobie podobne pytania w różnych sytuacjach życiowych. To wszystko jest po coś…
    W ciężkich sytuacjach człowiek poznaje siebie i bywa, że duchowo idzie mocno w górę
    Trzymaj się:)

  16. ~A. pisze:

    Zapewne nauki z tej całej sytuacji wyniosę po upływie pewnego czasu…Wszystko jest po coś…

    • ~kloszard pisze:

      …jest wszystko w jakimś celu ale jakże rzadko go widzimy a gdy widzimy, wierzymy w niego. Znalazła Pani w sobie dość siły by się posklejać, za chwilę znajdzie Pani dość by pójść. Pani zrobi jeden krok . Powód do dumy. Wielu z chodzących go nie zrobi, nie przesunie się ani odrobinę na swojej drodze a wielu wręcz się cofnie. Panią postawią za wzór a sami znikną w cieniu o ile są w stanie stworzyć cień.

  17. Stokrotka pisze:

    Zawsze myślę o Tobie bardzo ciepło, bo jesteś dzielną i wartościową dziewczyną.
    :-)

  18. ~Ula H. pisze:

    Życie nas zawsze czegoś uczy. Niektórzy mówią, że nas doświadcza. Na pewno te doświadczenia nie pójdą na marne i niedługo się o tym przekonasz. Wiem, że nie jest Ci łatwo, ale masz wielką siłę, choć może o tym nie wiesz. Uwierz w siebie !!!

  19. ~Ewa (Ind) pisze:

    Dzisiaj już dawno po połowie. Czyli z górki.
    Trzymam kciuki i życzę zdrowia.

  20. ~Asmodeusz pisze:

    Przed kilku lat też złamałem nogę, ale bij zabij, dziś nawet nie pamiętam jak to bolało, choć wiem, że bolało. Sądzę, że z Tobą będzie podobnie. Ale gdy tak patrzę po rodzinie i znajomych, mam wrażenie, że wszyscy mamy po to kończyny, by którąś w końcu złamać. Pechowcy nawet kilka razy ;)
    Pozdrawiam :)

    • ~A. pisze:

      Mam nadzieję, że to złamanie nogi jest moim pierwszym i ostatnim złamaniem…Noga mocno nie doskwiera, ale pewnie będzie bolało przy próbach rozruszania kolana…

  21. ~Agnieszka pisze:

    Podziwiam Twoją wytrwałość i wysyłam tony pozytywnej energii! Masz całkowitą rację – jeżeli sama nie pozbierasz swoich myśli i nie utorujesz na właściwą drogę, nikt tego za Ciebie nie zrobi, bo paradoksalnie – tylko nad myślami możemy mieć w życiu całkowitą kontrolę. I to one napędzają nas do życia!
    Pozdrawiam serdecznie!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>