Pod obstrzałem armatnich słów…

Witajcie, wiem, wiem dawno nie było mnie na blogu. Jednak wydarzenia ostatnich miesięcy kosztowały mnie dużo… Zbyt dużo. Dopiero teraz odczuwam skutki stresu, który przeżyłam. Nie jestem w stanie psychicznym takim jakim byłam przed złamaniem nogi. A leżenie w łóżku przez 6 tygodni doprowadziło mnie do lekkiego załamania psychicznego.

Oczywiście za wszelką cenę chciałam, i nadal chcę wrócić do dawnej formy. Chodzić w miarę sprawnie. Jednak nie jest to takie „hop siup”. Upadek trwał kilka sekund, a dochodzenie do kondycji potrwa zapewne kilka miesięcy.

Ostatnio sporo myślałam o swojej sytuacji i doszłam do wniosku, że chyba nie warto za bardzo uzewnętrzniać się innym osobom…Te wszystkie porady, które usłyszałam bardzo zamieszały mi w głowie.

- Noga Ci się nie zrośnie

- Nie będziesz mogła pracować

- U osób z RZS proces zrastania trwa kilka miesięcy

- Nie będziesz mogła chodzić

Poczułam się niczym żołnierz pod obstrzałem kul armatnich. Z każdej strony cios…Każdy dobijający, raniący…

Dziś te słowa nadal tkwią w mej głowie…Może lepiej zniosłabym wszystko gdyby nie te komentarze z ust innych osób? Tylko ja wiem ile nocy i dni przepłakałam…Ile sił straciłam…

Na chwilę obecną wiem, że wracanie do formy to nie tylko rehabilitacja nogi, ale również poprawa stanu psychiki…Zapowiada się długa droga przede mną…

Kolejna walka…

A.

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , | 34 komentarzy

Najpierw powoli jak żółw ociężale…

Witajcie, od dziesiątego lipca próbuję wrócić do życia, do normalności…Pozbyłam się ciężaru z nogi…I powoli rozpoczęłam rehabilitację…

Na początku noga była pozbawiona mięśni, nie chciała się zginać…Była niczym kłoda. Dodatkowo prawa noga, która przez sześć tygodni również nie była „używana” nie funkcjonowała jak powinna. Poczułam się pozbawiona nóg…Eh…

Kłopot sprawiało przekręcenie się na bok, przykrycie kołdrą…Jednak ciągle starałam się myśleć pozytywnie i…ćwiczyć…

Napinanie mięśni, prostowanie kolan, zginanie, okłady z borowiny…W ruch poszły wszelkie możliwe formy rehabilitacji …Mały żółwik zaczął się poruszać;) Musiałam również wzmocnić mięśnie rąk, ponieważ niebawem czeka mnie poruszanie się o kulach. A wtedy siła rąk jest niezbędna;)

Na chwilę obecną, dziesięć dni po zdjęciu gipsu: nie jest idealnie, jeszcze nie biegam;) a odciążanie nogi jest męczące, ponieważ drugie kolano chce się zbuntować przeciwko zbytniej eksploatacji;) Pozytywy? Oczywiście, że są! Mięśnie uległy wzmocnieniu, a noga nie jest już sztywną kłodą…Mogę ją podnieść, przekręcić się na bok…

Teraz kolejne kroki przede mną…Niczym ten żółw, ociężale…Ale już niebawem? Może stanę się szybszym zwierzątkiem;-)

Pozdrawiam

A.

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , | 30 komentarzy

Sześć tygodni z nogą w betonie…i co dalej?

10 lipiec – data, gdy mijało sześć tygodni odkąd skazana byłam na życie z nogą w gipsie. Ważący chyba około 10 kg beton był moją codziennością. Dniem i nocą…Uniemożliwiał skutecznie chodzenie i normalne funkcjonowanie…

Wczoraj był ten dzień, gdy miało się okazać: co dalej? Czy kość udowa zrosła się…Czy gips zostanie pozostawiony na dłużej?

Od samego rana żyłam w stresie oczekując na karetkę, która miała zawieźć mnie na kontrolę w szpitalu. Około godziny 11 miało się wszystko wyjaśnić…

Zdjęcie gipsu, kontrolne rtg i powrót do gabinetu ortopedy…Na szczęście lekarz miał dla mnie dobre wiadomości: noga zrosła się!

Oczywiście jest to zrost delikatny i nie można obciążać nogi w pełni, a tylko około 30-40% masy ciała…Na dodatek sześć tygodni unieruchomienia zrobiło swoje. Kolano jest sztywne, a mięśnie bardzo słabe…Czeka mnie dużo czasu poświęcone na rehabilitację…Muszę skupić się na doprowadzeniu się do stanu sprzed wypadku…

Marzy mi się pójście na spacer…Krótki, malutki…Ale o własnych siłach…Zobaczyć niebo i poczuć w płucach świeże powietrze…

Ot, takie marzenie…Czasami do szczęścia nie potrzeba wiele…

A.

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , | 40 komentarzy

Dlaczego w ludziach brak empatii?…

Dwie dziewczyny, prawie rówieśniczki…Obie zachorowały na RZS w dzieciństwie. Pokonywały podobną drogę: szpitale, rehabilitacje, operacje…Wiedziały co oznacza każdy dzień z bólem, wiedziały, że spojrzenia i komentarze rówieśników mogą ranić…

Prawie wszystko je łączyło…Prawie…

Różniły się charakterem…Jedna wrażliwa, druga przebojowa…

Wrażliwa – każde słowo brała do siebie, rozmowy z „Przebojową” zaczęły ją dołować. Gdy zbliżała się jej operacja usłyszała: pewnie, że po zabiegu wszystko boli, jesteś niesamodzielna i skazana na tabletki przeciwbólowe…

Przebojowa – nigdy nie liczyła się ze słowami, Ona była najważniejsza, nie potrafiła wesprzeć dobrym słowem…Na porządku dziennym były słowa: nie marudź, nie narzekaj…Jednak potrafiła wykorzystywać innych, aby podnieść siebie na duchu, oczekiwała słów otuchy i możliwości wygadania się…Druga strona miała wysłuchać i doradzić…

Interes jednostronny…korzystny dla jednej ze stron…

Wrażliwa i Przebojowa przechodzą podobną drogą życiową,mimo to dzieli je przepaść…Ogromna jak wodospad Niagara…

A.

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , | 36 komentarzy

Janka w labiryncie…

Nadmiar wolnego czasu spowodował, że postanowiłam przypomnieć sobie ulubione seriale mojego dzieciństwa. Muszę przyznać, że było ich wiele. Byłam prawdziwą maniaczką seriali w latach 90-tych. Z prawdziwym sentymentem wspominam serial „Wow” z młodym Mateuszem Damięckim w roli głównej, „Trzy szalone zera” z Joanną Jabłczyńską, „Maszynę zmian”.  Przygody młodych bohaterów pozwalały mi przenieść się w inny świat. Gdzie dzieci nie były chore i nie musiały brać leków.

Jednak na pierwszy „ogień” do obejrzenia wybrałam serial „W labiryncie” oraz „Jankę”.

„W labiryncie” – jest to pierwsza polska telenowela, z roku 1989. Przedstawiała losy warszawskich farmaceutów z Instytutu Farmakologii Klinicznej oraz biznesmenów w czasach kształtowania się nowej Polski. Gdy patrzę dziś na ten serial, to czuję sentyment do dawnych czasów. Do dawnych samochodów, ubiorów… Dostrzegłam również niewyobrażalny postęp techniczny. W końcu lat 80-tych nie było  Internetu, telefonów komórkowych, maili… Inne życie… Dzieci bawiły się przed blokiem, potrafiły ze sobą rozmawiać…

„Janka” – serial przygodowy dla młodzieży z roku 1989. Przedstawiał losy skłóconych ze sobą grup dzieci z pewnej wsi. Główne role w serialu grali: Agnieszka Krukówna, Joanna Żółkowska oraz Krzysztof Kowalewski. Przygody dzieci przedstawionych w „Jance” tak bardzo odbiegają od współczesnego życia. Mimo, że od nakręcenia tego serialu nie minęło jeszcze trzydzieści lat to widać przepaść między naszymi czasami a ówczesnymi. Dziś dzieci nie wspinają się po drzewach, nie chodzą grupami po swojej miejscowości, nie tworzą tzw. band i nie grają w „gumę” czy w skakankę…

Z rozrzewnieniem oglądam, wspominam… Nie myślę o złych rzeczach …Nie chcę…

A Wy macie swoje ulubione seriale?

A.

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , | 43 komentarzy

Połowa drogi za mną…

Jutro minie trzy tygodnie od nieszczęsnego złamania nogi…gdy tylko przypomnę sobie tę chwilę to nadal czuję ciarki na plecach…to przerażenie w moich oczach i słowa ortopedy, że noga jest złamana…Pytanie w mej głowie: co teraz? oczekiwanie czy będzie konieczna operacja…

Czas dłużył się niemiłosiernie, a ja żyłam jak w amoku…Myśli nie chciały odwrócić się od złamanej nogi, obaw, bólu…wszelkiego złego, co mnie dopadły w tamtym momencie…

Dziś oceniam bardziej na chłodno tę sytuację…rozpamiętywanie złych chwil nie poprawi mi nastroju, a może nawet zaszkodzić…Dół, w który wpadłam mógł się okazać za chwilę nie do pokonania…i nie wiem, czy wtedy poradziłabym sobie sama z tym nastrojem…

Organizm pokonany zostałby zarówno fizycznie, jak i psychicznie…Postanowiłam sama zapanować nad sobą, zająć się rzeczami, które odciągną me myśli od choroby…Muszę na siłę tak postępować, aby nie zwariować…

Nie mam wpływu na zrost kości…ona po prostu w swoim tempie musi się zrastać…chrząstka, tkanka, powoli…z każdym dniem bardziej…

Szkoda mi tylko tych dni spędzonych w łóżku, uziemiona, niesamodzielna…A może moje życie to jedna wielka nauka cierpliwości?

Tylko po co tyle lat nauki? Czyżbym jeszcze była czegoś nieświadoma?

A.

PS. Dziękuję za słowa wsparcia i za Wasze komentarze!

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , | 41 komentarzy

Gdy cały świat wali się na głowę…

Myślałam, że jestem twarda, że powoli układam swój mały świat, że choroba nie zdominuje mojego życia, a ja małymi kroczkami będę realizowała swoje plany…

Życie bywa jednak przewrotne, śmieje nam się w twarz i z naszych marzeń…

Pogodziłam się z niepełnosprawnością, z wieloma ograniczeniami, z bólem…Jednak wydarzenia sprzed dwóch tygodni położyły mnie na łopatki…Nie mogę się z nich podnieść…

Stany depresyjne to moja codzienność…leżę, nie mogę chodzić…kontrolę u lekarza mam 10 lipca, sześć tygodni po upadku…Wtedy okaże się czy mogę mieć zdjęty gips…Jedną dobrą wiadomością jest to, że okazało się, że złamania nie trzeba składać operacyjnie i wystarczy leczenie zachowawcze (gips).

Złe myśli same napływają do głowy, piętrzą się niczym fale na wzburzonym morzu…Przypomina mi się pobyt w sanatorium. Miałam wówczas osiem lat. Zachorowałam wtedy na ospę…Odizolowano mnie od dzieci…w ciemnej izolatce spędziłam trzy tygodnie. Jedynymi osobami, którymi widywałam były panie pielęgniarki, które przynosiły mi leki i jedzenie…Bardzo tęskniłam za rodzicami…nie było wtedy internetu, telefonów komórkowych…Lekarz wspominał mi tylko czasami, że dzwonił do niego mój tata…mówił, że rodzice tęsknią i odwiedzą mnie tylko jeśli będzie to możliwe…

Wspomnienia, te złe…powróciły, znów gnębią moją głowę…nie dostrzegam kolorowych stron życia, nie wiem jak to będzie…

Bo przecież kości u chorych na RZS zrastają się słabiej…A jeśli nie będę mogła chodzić? Jeśli nie będę mogła pracować? Sto myśli na sekundę pojawia się w mej głowie…

Gdyby nie moi przyjaciele: K, I, S – nie wiem co by ze mną było…Oni zawsze znajdą czas dla mnie. I nawet, gdy milczymy przez telefon to wiem, że są. Moi aniołowie…Tu na ziemi…Jesteście wielcy!

A.

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , | 27 komentarzy

Żeby kózka…

Przewróciłam się…złamałam nogę w udzie…Gips założony na całą  nogę…

Leżę…

kolejny ból

niesamodzielność

Życie…

A.

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , | 17 komentarzy

Dwa dni wyjęte z życia…

Budzę się z bólem, czuję każdą swoją kostkę, każdy staw, jestem sztywna niczym filmowy Robocop… Uroki życia z reumatoidalnym zapaleniem stawów. Nigdy nie mogę być pewna jaki będzie następny dzień. Czy obudzę się bez bólu, czy cała obolała… Czy będę funkcjonowała normalnie czy kolejny dzień będzie spisany na straty.

Niepewność… towarzyszy mi od 24 lat. Mimo zastosowanego leczenia są dni, gdy męczę się życiem, męczę się ze sobą… Łzy cisną się do oczu, gdy nie mogę podnieść kubka z herbatą, a założenie bluzki  to wyczyn na miarę rekordu świata…

Miniony weekend to właśnie te dni… wszechogarniający ból, gdy nawet trzy tabletki przeciwbólowe nie przynoszą ulgi… A miałam plany na dni wolne od pracy. Spacer, upieczenie ciasta, zakupy… Niestety ze względu na gorsze samopoczucie musiałam sobotę i niedzielę spędzić w łóżku, pod kocykiem… Przez ból nie mogłam skupić się nad czytaniem książki, oglądaniem filmu…

Boję się planować… Obawiam się czy będę mogła zrealizować swoje choćby najmniejsze plany… Czy uda mi się wyjść do koleżanki, czy będę mogła pojechać do kina?….Nie wiem…

RZS w każdej chwili może dać o sobie znać… Wracając ze zdwojoną siłą i większym bólem…

Muszę cieszyć się chwilą… trwającą tu i teraz… Bo może te chwile są moim sposobem na szczęście…

Co przyniesie przyszłość? Tego nie wie nikt…

A.

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , | 24 komentarzy

Walka z wilkiem w ludzkiej skórze…

Reumatyzm – stereotypowe myślenie. Choroba osób starszych, strzyka w kościach, ból ustąpi, gdy posmarujesz bolące miejsce maścią. A po zażyciu tabletki możesz wbiegać po schodach i jesteś jak nowo narodzony człowiek… Ot, taki stereotyp panujący w społeczeństwie.

Jednak rzeczywistość wygląda inaczej… Nie ma jednostki chorobowej o nazwie reumatyzm! A choroby reumatyczne to około 200 różnych odmian chorób. Zaliczamy do nich m.in. reumatoidalne zapalenie stawów, młodzieńcze idiopatyczne zapalenie stawów, zesztywniające zapalenie stawów kręgosłupa… Ale również toczeń… I to właśnie tej chorobie chcę poświęcić dzisiejszy wpis. Dlaczego? Bo maj jest miesiącem zwiększania świadomości  o toczniu…

Lupus – po łacinie „wilk”.  Istnieją teorie, że nazwa choroby wywodzi się od charakterystycznych zmian na skórze twarzy, układających się podobnie jak wybarwienie sierści na pysku wilka. Rzuty choroby występują „podstępnie” i agresywnie, niczym ataki wilka.

Toczeń to choroba autoimmunologiczna, która atakuje narządy wewnętrzne i potrafi dokonywać szkód w całym organizmie chorego. W Polsce choruje na niego około 15 tysięcy osób, w większości są to kobiety. Niestety nadal nie są znane przyczyny występowania tocznia. To jest kolejna zagadka medycyny, z którą muszą się zmierzyć współcześni naukowcy. Dzięki właściwemu leczeniu możliwe jest osiągnięcie remisji, a osoba zmagająca się z tą chorobą może normalnie funkcjonować.

Jakie są objawy tocznia:

- osłabienie, zmęczenie

- bóle głowy, migreny

- bóle stawów

- wysypki, zmiany skórne, rumień pojawiający się na twarzy.

Reumatyzm to nie choroba osób starszych!!! Najczęściej toczeń rozwija się w wieku od 15 do 44 lat! Jednak chorują na niego również dzieci.

Walka z „wilkiem” jest trudna i długa jednak warto założyć rękawice bokserskie i nie poddawać się walkowerem… To walka o nasze życie i zdrowie…

A Wy słyszeliście o chorobie o nazwie TOCZEŃ?

Pisząc wpis korzystałam z danych opublikowanych na stronie: http://reumatyzmmamlodatwarz.pl/

A.

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , , , | 18 komentarzy